Wyprawa motocyklowa do Mongolii

Tandemem wokół Ameryki Południowej
Winne wino, czy niewinne!
marker
Mongolia
mix
Zingmix
Tekst i zdjęcia:
www.arttravel.pl
tygodni i 25 000 km na 750 Africa Twin, obolałe tyłki i ręce, deszcz, słońce, błoto, kamienie, ale przede wszystkim spełnione marzenie, przygoda, poznanie, spotkanie, zdumienie i zachwyt…

Robert Sirek i Mariusz Antonik rozpoczęli swoją wielką podróż do Magadanu w Górach Kołymskich 25 czerwca 2010 r. w Bielsku-Białej. Ostatecznie do Magadanu nie dotarli, ale rozkochali się w bezkresnej Mongolii. Jechali na  znanych podróżnikom z niezawodności, świetnego zawieszenia i łatwości w obsłudze motocyklach HONDA XRV 750 Africa Twin.

Fragmenty ich relacji.

14 lipca

Jesteśmy nad Morzem Japońskim we Władywostoku. Plany uległy małej zmianie po rozmowie z rosyjskimi bikerami, którzy zaproponowali pomoc w załatwieniu transportu morskiego do Magadanu. Obecnie czekamy na informacje co i kiedy. Mamy nadzieję, że wszystko pójdzie OK, ale trochę martwi nas fakt, że cena za transport wzrosła już dwukrotnie od umówionej. Poza tym wszystko idzie świetnie. Motocykle spisują się na medal. Podziwiamy bezkres wspaniałej syberyjskiej przyrody. Nadal nocujemy tylko pod „pałatką”. W zakresie strat możemy zaliczyć kilka rozszczelnionych konserw  oraz wystrzał przedniej gumy na grawiejce, co tylko cudem nie zakończyło się glebą. Złamany palec w tym zadarzeniu okazał  się być tylko silnym stłuczeniem, więc dalej jedziemy cali i zdrowi. Spotykamy wielu motocyklistów z różnych krajów, czasami mamy czas zamienić kilka słów. Bardzo dokuczliwe są komary i meszki, ale to naturalna rzecz dla tego terenu. Cieszymy się na morską wyprawę po Morzu Japońskim i Ochodzkim. Do dnia dzisiejszego przejechaliśmy 11 800 km.

22 lipca

Niestety nie udało się załatwić transportu morskiego do Magadanu, raz ze względu na przeciągające się obietnice sfinalizowania tej sprawy, którym niestety towarzyszył ciągły wzrost ceny za usługę osiągający na koniec 150% kwoty wyjściowej, a dwa na załamanie pogody i ciągłe obfite opady deszczu. One to zmusiły nas do ewakuacji z Władywostoku. Wniosek z tego całego pomysłu jest niestety pesymistyczny – moto powinno jeździć po drodze, a nie pływać po morzu.

Wyjazd z miasta był  bardzo uciążliwy – przepychanie się w ogromnym korku w ulewnym deszczu nie należy do przyjemnych. Nasze nadzieje na poprawę pogody zrealizowały się dopiero po przejechaniu 1000 km. Generalnie pogoda nie rozpieszcza: albo  gwałtowne burze, albo  mżawka. Wymieniliśmy opony, więc jedzie się bardziej pewnie. Spotkaliśmy również sympatycznego Węgra, który swoim subaru 360 z 68 roku pokonuje trasę z Tokio do Budapesztu. Autko w kolorze wściekle żółtym o wymiarach mniejszych niż Mini Moris ciekawie wyglądało na rosyjskiej „grawiejce” i wzbudzało duże zainteresowanie kierowców.

I jeszcze jedna niesamowita historia. Jadąc w pyle  dziurawą grawiejką, zobaczyliśmy nagle kilka aut z litewskimi Cyganami. Ludzie z ostatniego samochodu zaczęli dawać znaki, żebyśmy się zatrzymali i – nie uwierzycie – starym, wypróbowanym cygańskim sposobem chcieli zrobić nas na tzw. sygnet, czyli “kupcie w okazyjnej cenie złotą biżuterię, bo u nas nie ma gotówki, a kartami płatniczymi nie można zapłacić za paliwo”. Do teraz nie możemy uwierzyć, że Cygan nawet w syberyjskiej tajdze nie zrezygnuje z chęci obłupienia cię z pieniędzy.

Przed Skorowodino zdecydowaliśmy się nie jechać do Magadanu. Była to rozsądna decyzja, ponieważ w związku z nieplanowaną  trasą do Władywostoku i założeniu wjazdu do Mongoli musielibyśmy mieć jeszcze jeden zestaw opon na powrót do Polski.

Wiza mongolska ma ważność od 27 lipca, stąd  też mamy kilka wolnych dni na doprowadzenie wszystkiego do porządku w motocyklach i odpoczynek przed mongolskimi drogowymi szaleństwami. Do tej pory zrobiliśmy 14280 km.

6 sierpnia

W końcu dotarliśmy do cywilizacji po ciężkich terenowych bojach w Mongolii, która nie chciała nas wypuścić, ze swoich objęć. Ale po kolei.
Wcześniejszy wjazd do Mongolii o dwa dni od daty ważności wizy nie stanowił problemów dla Mongolskich „pograniczników”. Dalej to już bajka. Wspaniałe widoki, krajobraz,  jaki każdy z Was by chciał zobaczyć i ten pierwszy nocleg na wierzchołku niesamowitej góry otoczonej trzema starymi mongolskimi cmentarzami z otwartymi  grobami.
Dwa dni w Ułan Bator dostarczyło nam również szalonych wrażeń poczynając od wjazdu do miasta i poruszaniu się w szalonym mongolskim korku przy 40 st. upale (wentylatory w africach nie wyłączały się), a kończąc na wrażeniach kulturalnych wyniesionych z muzeów i licznych restauracji odwiedzanych w towarzystwie naszej sympatyczne przewodniczki Noemi.
Ogólnie naszym zdaniem Mongolia to cudowny kraj, w którym można odnaleźć właściwe znaczenie słowa natura, ale równie znaczenie słowa przetrwanie….
Podróż po Mongolii uświadomiła nam, że prawdziwe są ostrzeżenia  o niebezpieczeństwach  grożących w tym kraju.
Przeżyliśmy jazdę po kamienistych bezdrożach, piaszczystych wydmach, głębokich grzęzawiskach, przełęczach górskich i błotnych pułapkach, a to tylko mała część atrakcji, która czeka na motocyklistów w Mongolii. Dlatego spotkanych 30 km przed granicą z Rosją czystych i pachnących rumuńskich motocyklistów  musieliśmy ostrzec przed czekającymi  na nich przygodami. Chwilę po tych słowach i ocenie wyglądu naszego i naszych motocykli (a był to dzień, w którym utopiliśmy je tak, że kufry i siedzenie były pod wodą, o naszych skromnych osobach nie zapominając…) dwóch ostatnich z grupy zapragnęło powrotu do Rosji.
Nie bez znaczenia był fakt wypowiedzi Mariusza, która w swojej prostocie zawierała wszystko, co przeżyliśmy tego dnia, a brzmiała ona tak: „ciężka droga przed wami chłopaki”.
Na koniec  tego pięknego dnia okazało się, że nasz pośpiech był zupełnie niepotrzebny , ponieważ granica MGL-RUS w Taszante jest czynna tylko do 18.00, a była 18.15… Wybawieniem był dla nas nocleg w ciepłej, przytulnej Jurcie.
Obecnie jesteśmy 300 km za Nowosybirskiem i jazda nadal sprawia ogromną frajdę.
Pozdrawiamy serdecznie i liczymy na rychłe spotkanie!

POWRÓT DO LISTY INSPIRACJI

POPULARNE PODRÓŻE