Szwajcarskie narty

Szwajcaria – apres ski w dobrym smaku
Czarnobyl - przyroda Strefy Zakazanej
marker
Szwajcaria
mix
Zingmix
Tekst i zdjęcia:
Jarosław Kałucki, Olivier Maire
W stacjach zimowych w Szwajcarii narciarskie wakacje to wyjątkowe doznanie. Na stokach w pobliżu schronisk nie dudni dyskotekowa muzyka a miasteczka, z których startują wyciągi, wciąż wyglądają jak na starych pocztówkach.

Zadziwiające, że w kolebce zimowych wakacji nie zatracono tego swoistego klimatu od ponad 150 sezonów. Moda na zimowy urlop narodziła się właśnie w tu, a dokładnie w St. Moritz, gdy właściciel jednego z hoteli, straszących pustką w sezonie zimowym, zaprosił na darmowy wypoczynek angielskich turystów. Od 1864 roku Badrutt’s Palace Hotel przyciąga – niestety już nie za darmo – najznamienitszych gości. Kurort znany jest z konnych wyścigów oraz gry w polo i krykieta na zamarzniętej tafli jeziora, co przypomina o angielskiej po części proweniencji zwyczaju zimowych urlopów.

Champery, czyli po drugiej stronie kombinatu
Szwajcarskie stacje narciarskie należą do największych i najsłynniejszych w Europie. Serce każdego miłośnika białego szaleństwa zabije mocniej usłyszawszy dziesiątki nazw od A – jak Adelboden z legendarną trasą Chuenisbaergli, do Z – jak Zermatt u stóp Matterhornu, najczęściej fotografowanego szczytu świata. W kraju, w którym 60 proc. powierzchni stanowią Alpy zbudowano ponad 200 stacji narciarskich, połączonych często w ogromne regiony z nartostradami liczącymi łącznie po kilkaset km. Ale długość tras nie przekłada się wcale na tworzenie narciarskich kombinatów. Szwajcarzy bardzo pilnują również, by ich kurorty nie stały się zbyt kosmopolityczne, hałaśliwe, „sieciowe” i pozbawione wyjątkowego, lokalnego charakteru.
Jak bardzo widać różnicę? Wystarczy pojechać do Portes du Soleil, czyli Bram Słońca, regionu gdzie jeździ się po francuskiej i szwajcarskiej stronie Alp. Z każdej mamy dostęp do 650 km nartostrad (to bowiem największy na świecie region narciarski połączony trasami i wyciągami) i porównać bombonierkowe Champery czy Morgins z francuskim Avoriaz, gdzie alpejską architekturę wyparły ogromne apartamentowce, pasujące bardziej do metropolii niż górskich krajobrazów. Co ciekawe, leżące po francuskiej stronie Chatel, nosi miano „szwajcarskiego” miasteczka, właśnie ze względu ja jego charakter, dalece odbiegający od typowych francuskich stacji „z probówki”. Wielu turystów rezerwuje z tego powodu noclegi właśnie po szwajcarskiej stronie, zadowalając się bezpośrednią bliskością Zębów Południa, bodaj najpiękniejszych alpejskich szczytów, w cieniu których leży Champery i 100 km kameralnych tras po szwajcarskiej stronie Bram Słońca.

Adelboden – dzięki Bogu zero Rosjan
Wyjątkowa atmosfera panuje w słynnym z alpejskiego Pucharu Świata Adelboden, w Berneńskim Oberlandzie. To w istocie kameralne miasteczko z 3600 mieszkańców, położone u stóp niezwykle malowniczego łańcucha trzytysięczników: Wildstrubel, Grosstrubel i Mittlerer Gipfel . Adelboden razem z Lenk tworzą region narciarski z 210 km tras. To nienajwiększy narciarski region nawet w Szwajcarii, ale jest trzecim co do wielkości pod względem popularności. I jak podkreślają z zadowoleniem gospodarze kurortu, w ogóle nie przyjeżdżają tu Rosjanie, co ich zdaniem dla nie przepadających za blichtrem i obnoszeniem się bogactwem narciarzy z Europy jest dodatkowym wabikiem. Podstawowym atutem są jednak bardzo zróżnicowane trasy narciarskie. Jest tu sporo czarnych nartostrad (w sumie 22 km) ale blisko 100 km to łatwe niebieskie.
Ale same nartostrady rozciągające się w większości pomiędzy Adelboden i Lenk, ale także w kilku pomniejszych masywach (oddalonych o kilka minut jazdy skibusem) to jedno, a atmosfera narciarskich wakacji i miejsce, w którym spędza się czas po nartach – to drugie.
Adelboden rozciąga się na przestrzeni kilkunastu kilometrów, ale to skupisko przepięknych, bombonierkowych domów i hoteli w alpejskim stylu. Z każdego punktu miasteczka blisko do tras narciarskich. Gondole przecinają bowiem miasteczko, ale są tak wkomponowane w krajobraz, że w zasadzie niedostrzegalne. Podobny system istnieje w Les Menuires we francuskich Trzech Dolinach, ale ten kurort narciarski przypomina raczej wielkomiejskie blokowisko, poprzecinane wyciągami.
Takich “nowoczesnych” narciarskich kombinatów zresztą ze świecą można szukać w Alpach szwajcarskich.  Dążenie do harmonii z naturą w różnych aspektach bywa czasem tak ortodoksyjne jak to ma miejsce np. w Davos. Tutejsze stoki celowo np. nie są dośnieżane. Inna rzecz, że śniegu tu najczęściej bywa nadmiar niż niedostatek.

Crans Montana – Piąta Aleja Alp
Z kolei w Crans Montana nikomu nie przeszkadza marcowe słońce, zmieniające zlodzone stoki w śnieżną kaszkę. Prawie wszystkie ze 140 km tras ma południową ekspozycję. Ale to dla odwiedzających Crans Montana żaden problem. W marcu w od stu lat na stokach narciarze raczej opalają się niż jeżdżą na nartach. Ze słońcem nie ma raczej problemu, jak policzono w Crans Montana świeci ono 300 dni w roku.
Kurort, do którego z Sierre w Dolinie Rodanu dojeżdża kolejka funiculair, dla najczystszego w Alpach  powietrza przed ponad stu laty najpierw zaczęli odwiedzać chorzy mający problemy z płucami. Z czasem leczniczą część Crans, połączono w jeden administracyjny organizm z Montana, mekką turystów o sportowym zacięciu. Ci bardzo szybko odkryli rekreacyjne walory kurortu, bowiem już w 1911 roku miały tu miejsce jedne z pierwszych w Alpach zawodów w narciarstwie zjazdowym.
Turyści przyjeżdżają tu dla 140 km stoków najlepszym widokiem na przepiękną Dolinę Rodanu i najważniejsze alpejskie czterotysięczniki: od Dom, najwyższego szwajcarskiego szczytu na wschodzie, przez Białe Zęby, Matterhorn, Grand Combin po Mount Blanc na zachodzie.
Ale nie tylko: apres ski to między innymi spacer po centrum, gdzie na „Piątej Alei Alp” roi się od wytwornych sklepów światowych marek. Window shopping to rzecz jasna tylko jedna z wielu propozycji appres ski. W Crans Montana atrakcji po lub zamiast nart jest bez liku: od muzeum miniatur kolei szwajcarskich, zawodów Pucharu Świata w zjeździe pań, festiwalu czekolady i dziesiątków innych możliwości spędzania wolnego czasu.
W Crans Montana nie czuć tej onieśmielającej atmosfery przebywania w jednym z pępków świata, choć niezwykle łatwo również spotkać słynnych celebrytów.  Przyciąga ich tu najwyżej położone w Europie pole golfowe, na którym rozgrywany jest prestiżowy turniej Omega European Masters. Choć ich prywatność jest tu szczególnie chroniona. Ale nikt nie robi tajemnicy z faktu, że w Crans Montana mieszka na stałe Roger Moore, odtwórca przygód słynnego Jamesa Bonda. A i on wczuł się w raczej familiarną niż celebrycką atmosferę Crans Montany. Gdy spotkacie go na tutejszych stokach – mimo swoich 87 lat wciąż jeździ na nartach – nie będzie gwiazdorzyć, chętnie z wami chwilkę porozmawia.

POWRÓT DO LISTY INSPIRACJI

POPULARNE PODRÓŻE