Na Wielkiej Szwajcarskiej Pętli

Czarnobyl - przyroda Strefy Zakazanej
Gdzie zacumować na Wyspach Kanaryjskich?
marker
Szwajcaria
mix
Zwiedzanie
Tekst i zdjęcia:
Jarosław Kałucki
Atrakcje historyczne, rekreacyjne, kulturalne, kulinarne okraszone niezwykłymi krajobrazami – a to wszystko na Grand Tour of Switzerland. To niezwykła trasa, którą koneserzy turystyki porównują do słynnej amerykańskiej Route 66.

Jak pokazują statystyki, mniej więcej połowa polskich turystów odwiedza Szwajcarię latem i jesienią, a połowa zimą. A każdy z nich musiał choćby zahaczyć o jej fragment Grand Tour of Switzerland (GToS). Berno, wodospady  Renu pod Schaffhausen, Luzerna z najdłuższym drewnianym mostem kaplicznym w Europie, Matterhorn, droga przez przełęcz Gotarda, zamki Bellinzony – to tylko kilka z 44 punktów, oznaczonych jako największe atrakcje Wielkiej Podróży przez Szwajcarię będącej pętlą o długości ponad 1600 km. Trudno pokonać ją w tydzień, bo każde z miejsc wymagałoby przynajmniej kilkugodzinnego pobytu. Jak bowiem wpaść na kilka raptem chwil do Lozanny, w której Muzeum Olimpijskie to tylko punkt startowy do eksplorowania tego miasta i okolic. Jak nie odwiedzić tutejszej katedry w której co wieczór, od średniowiecza, herold z wieży nawołuje mieszkańców, by gasili łuczywa bo pora już spać? Jak nie zajrzeć do Centrum Rolexa, które architekt zaprojektował w formie pełnego dziur plastra sera? Jak jadąc nad Jeziorem Lemańskim do Genewy, nie zatrzymać się w Morges, by popróbować popularnego tu sportu – pływania na desce surfingowej, używając wiosła, czy pod Nyon, gdzie z tarasu Chateau de Prangins, będącego obecnie Muzeum Historii Szwajcarii nie spojrzeć na Mount Blanc przeglądający się w lustrze jeziora? Jak wreszcie nie podjechać przez cudowne tarasowe winnice Lavaux w stronę Montreux, miasta słynącego m.in. z festiwali jazzowych, tego że po pożarze w miejscowym kasynie w takich właśnie okolicznościach powstał słynny „Smoke on The Water” grupy Deep Purple czy wreszcie z faktu, że tu właśnie osiedlił się Freddie Mercury, lider zespołu Queen. Obydwa ostatnie fakty upamiętniono zresztą pomnikami, stojącymi nad jeziorem. Jak wreszcie nie podjechać do słynnego Chateau Chillion, który natchnął Byrona do napisania poematu, który rozsławił nazwę zamku?

Pokonać w tydzień 1643 km, na których oprócz wspomnianych 44 punktów startowych (w tym 11 miejsc, wpisanych na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO) znajdują się 22 jeziora, parki narodowe, niezliczone punkty widokowe, bombonierkowe miasteczka, malownicze przełęcze i mnóstwo innych atrakcji? To oczywiście możliwe, ale czy ma sens?

Przejedźmy się więc na początek fragmentem trasy we wschodniej Szwajcarii. Od granic z Polską (Zgorzelec) to ok. 750 km. Dodatkowe 100 km pokonamy przepiękną trasą z St. Gallen jadąc nad Jeziorem Bodeńskim do Schaffhausen. Co prawda GToS  jest do zwiedzania od kwietnia do października, ale ten odcinek można pokonać nie tracąc wiele również zimą, jadąc samochodem na narty do Davos, Arosy, Lenzerheide czy St. Moritz we wschodniej części kraju.

Koronki i manuskrypty z St. Gallen
Szwajcaria słynie nie tylko z sera, scyzoryków, zegarków czy czekolady. Jedną z mniej znanych są tzw. miasta butikowe. Takie właśnie jest St. Gallen, miasto słynące od średniowiecza z przemysłu tekstylnego, koronkarstwa i będącego ważnym europejskim ośrodkiem naukowym. Jego nazwa wywodzi się od mnicha Gallusa, który we wczesnym średniowieczu w tym miejscu założył pustelnię. Legenda głosi, że do prac zaprzągł niedźwiedzia, który chciał go zaatakować. Stąd właśnie to zwierzę widnieje w herbie miasta, założonego sto lat później przez innego mnicha, Otmara.

Turystycznym symbolem St. Gallen jest bez wątpienia wpisana na listę UNESCO biblioteka opactwa Benedyktynów, przylegająca do barokowej katedry z poczenionymi, ponoć w wyniku pożaru, freskami na suficie przedstawiającymi raj i osiem błogosławieństw.

– Wow – to najczęściej słyszane reakcje turystów, którzy w filcowych kapciach wchodzą do  wnętrza biblioteki, mimo że niemal każdy zna doskonale ją z fotografii, bo to znak firmowy miasta. Ale co innego zdjęcia, a co innego zobaczyć na żywo przepiękne rokokowe wnętrze, skrywające tysiące cennych manuskryptów i ksiąg tej najstarszej biblioteki w Szwajcarii i jednej z najważniejszych klasztornych tego typu obiektów na świecie, w którym znajduje się ponad 170 tysięcy woluminów  i ponad 2000 manuskryptów a 400 z nich ma ponad tysiąc lat. Są tu m.in. przepięknie iluminowane manuskrypty irlandzkie, karolińskie, renesansowe. W samej bibliotece, wysokiej na ponad 7 metrów znajduje się znikoma ilość książek, bo tylko 30 tysięcy.  Co roku biblioteka organizuje wystawy tematyczne. Do połowy listopada w gablotach na parterze wystawiane są dzieła, dokumentujące  historię powstawania prawa.

Równie imponujące co zbiory książek jest samo wnętrze tej „Apteki dla duszy”, jak głosi grecki napis nad wejściem. Ozdobą rokokowego wnętrza jest wielki globus z mapą Merkatora z 1569 r., na której są także gwiazdy i znaki Zodiaku oraz plan klasztoru St. Gallen z 820 r. narysowany na pergaminie – jedyny zachowany plan architektoniczny na świecie sprzed XIII w.

Na czerwonym tartanie
Kontrapunktem dla opactwa, starówki z cudnej urody wykuszami na kamieniczkach – a naliczono ich tu aż 111 – jest Reiffeisenplatz. Centralnym miejscem, przykuwającym wzrok nie jest wcale jedyne drzewo z tablicą, poświęconą temu twórcy pierwszego spółdzielczego banku pożyczkowego, lecz tartanowe, czerwone przestrzenie, którymi wyłożono pasaż oraz ławki, stoły i fontanny z tego samego tworzywa. Plac w 2005 roku zaprojektowała   Pipilotti Rist, światowej sławy artystka video pochodząca z kantonu St. Gallen,  we współpracy z hiszpańskim artystą i architektem Carlosem Martinezem. Po zmroku pasaż oświetlany jest mieniącym się kolorami światłem. A na samym końcu na stałe zaparkowało tartanowe czerwone porsche. – Właściciel na czas nie odjechał nim przed przebudową Reiffeisenplatz – mruga znacząco okiem Andrea Federer z miejscowj informacji turystycznej.

Stąd niedaleko do muzeum tekstyliów. Choć zalew wyrobów z Azji  spowodował, że tutejsza wielkość produkcji skurczyła się z 50 proc. jeszcze sto lat temu do pół procenta tego, co wyrabia się na całym świecie, to jednak tkaniny z St. Gallen ogląda się na największych pokazach mody, bo korzystają z nich Dior, Armani czy Chanel.  A suknie od miejscowej firmy Forster Rohner noszą tacy celebryci jak Madonna czy MIchelle Obama – dokumentuje to wiszące w muzeum zdjęcie pani prezydentowej w sukni z St. Gallen podczas inauguracji prezydentury jej męża w 2009 roku.

St. Gallen cieszy się renomą  kosmopolitycznej stolicy kuchni. Ale najsłynniejszą i najchętniej kosztowaną tu potrawą są zwykłe, lokalne kiełbaski St. Gallen Bratwurst. Są podobne do białych kiełbasek na grilla i tak też są przyrządzane, ale wielkim faux pas jest jedzenie ich z musztardą.  Doskonałe wręcz podają w Gaststuben zum Schlossli. – Przyrządzamy je z dodatkiem mleka, według przepisu z 1438 r. – podkreśla właściciel restauracji.

Schaffhausen – Wodospad zapuszkowany
Wodospady Renu to największa atrakcja tego trzydziestokilkutysięcznego miasteczka słynącego z fabryczki zegarków IWC. Fabryczka jest niepozorna, w przeciwieństwie do wodospadów, największych w Europie. Z centrum miasteczka dojechać można miejskim autobusem, to ledwie kilka przystanków. Właśnie wodospady Renu zbudowały bogactwo Schaffhausen. Przewożący towary tą rzeką musieli przeładowywać je by ominąć to miejce. I tak wzdłuż górnego odcinka Renu powstała osada obsługująca żeglugę. Interes szedł tak dobrze, że już w 1005 roku było to państwo – miasto, bijące własną monetę.

Wodospady Renu w dobie transportu drogowego czy lotniczego utraciły swe gospodarcze znaczenie, ale gdy dociągnięto tu kolej, spowodowały prawdziwy boom hotelarski. Są bowiem  jedną z największych turystycznych atrakcji  Szwajcarii, które każdy turysta musi koniecznie odwiedzić. Żeby zrozumieć co oznacza pojęcie „największe w Europie” trzeba zobaczyć masy wody, opadające z hukiem z 23 metrów  i wzbijające biały szkwał. Tę niesamowitą scenerię tworzy 600 metrów sześciennych wody, przepływających w ciągu jednej sekundy przez szerokie na 150 metrów koryto rzeki. Największe wrażenie na turystach wodospady Renu musiały wywrzeć w roku 1965. Odnotowano wówczas, że na sekundę przez wodospad przepływało aż 1250 metrów wody. Ale w prawdziwe osłupienie może wprawić to, do jakiego stopnia Szwajcarzy potrafili zmonetyzować wodospad: w sklepiku niedaleko przystani dla stateczków, podpływających pod wodospad można kupić zapuszkowaną… Rheinfall Trinkwasser, czyli wodę z wodospadu Renu. W odróżnieniu od huczących w oddali mas wody ta w puszce przy otwarciu nie wydaje najmniejszego dźwięku, bo jest „still” czyli naturalna, niegazowana.

Pod sam wodospad podpływamy stateczkiem, by wspiąć się na platformę widokową umieszczoną na skale pośrodku spadającej wody. Jeszcze wyżej, nad wodospadem góruje liczący sobie ponad 1000 lat zamek Laufen, na który wjeżdża się przeszkloną windą. Oprócz eleganckiej restauracji, w 11 komnatach stworzoną tzw. historamę – to swoista podróż w przeszłość, związaną z wodospadami Renu.

Komu bije dzwon
Wracamy do Schaffhausen, jednego z kilkunastu miast Szwajcarii, które ucierpiało w czasie II wojny światowej. 1 kwietnia zostało omyłkowo zbombardowane przez lotnictwo amerykańskie, ale choć blisko 70 budynków zniszczono, to historyczne centrum raczej nie ucierpiało. A z XI wieczną bazyliką Wszystkich Świętych, klasztorem Benedyktynów (obecnie siedziba Muzeum Allerheiligen – Wszystkich Świętych), kościołem św Jana, kolorowymi kamieniczkami z licznymi wykuszami (najpiękniejsza to Dom Pod Rycerzem) wieżą zegarową pokazującą nie tylko godziny ale również dni tygodnia, fazy księżyca, pory roku itp.  jest uznawane za jedną z piękniejszych starówek w szwajcarskich miasteczkach.

Nad Schaffhausen góruje Chateau Munot, zamczysko z sześciokątnym zwieńczeniem wieży, otoczone winnicami, skąd rozciąga się wspaniały widok na okolicę. Wciąż podtrzymywana jest tu tradycja, wedle której o godzinie 21 równo przez 5 minut bije dzwon, oznajmiający że pora kłaść się do snu. Ale w mieście pełnym uroczych knajpek i restauracji, życie dopiero nabiera tempa.

POWRÓT DO LISTY INSPIRACJI

POPULARNE PODRÓŻE