Logistyka spod równika

Stambuł – miasto dwóch kontynentów
Bawełniana Twierdza
marker
Indie
mix
Zwiedzanie
W osobnych pojemnikach ryż, dal (soczewica), relisz (warzywa), aromatyczny sos, pomfret (ryba), do tego naan, parata albo ćapati (rodzaj podpłomyków), a na deser owoce lub słodki przysmak. Nierzadko załączona prywatna korespondencja, ważna wiadomość, kilka zdań skreślonych na karteluszku.

W porze obiadowej, gdzieś tam, w każdym biurze w Mumbaju, ktoś czeka na swojskie przysmaki. Przerwa jest zbyt krótka, żeby dojechać na obiad do domu i wrócić do pracy, a poza tym Hindusi przywiązują dużą wagę do posiłków i za bardzo cenią sobie smak oraz walory domowych potraw, żeby jadać w restauracjach. Poza tym kto by nie chciał obiadu z codzienną dostawą do biura, za ok. 5 -10 EUR miesięcznie?


Na głowie charakterystyczna furażerka Gandhiego (pati) i biały strój (kurta, rzadziej krótka koszula), skrzynka z drewna (dźwigana na głowie) albo pojemne siatki, rozklekotany rower, który czas świetności ma dawno za sobą, chybotliwa drewniana platforma na kołach, zegarek. Podstawowe wyposażenie każdego dostarczyciela posiłków. Tylko tutaj, w legendarnej metropolii to codzienny i jedyny w swoim rodzaju widok. Szacunkowo ok. 22 mln mieszkańców (więcej niż całkowita liczba ludności choćby na Madagaskarze czy w Australii), do tego 5 milionów osób dojeżdżających do pracy, 150 różnych języków, mnogość grup etnicznych. Tak, to Mumbaj, biznesowa stolica Indii, ośrodek finansowo-giełdowy. I 4,5 – 5 tys. dabbawala, 175.000 – 200.000 posiłków dziennie, dostarczanych z domostw do tyluż odbiorców w miejscach pracy. W języku marathi oznacza osobę, która niesie dabba, czyli pudełko/pojemnik na posiłek.

Ciepły, wilgotny poranek, ciężkie i lepkie powietrze zapowiadające upalny dzień. Wszechobecny uciążliwy hałas, gwar, pośpiech, klaksony samochodów i motoriksz, azjatycki miejski chaos, jeszcze gorące menażki. Operacja rozpoczyna się z rana, około godziny 9.00 i składa się z czterech etapów. Pierwszy dabbawala odbiera posiłki z ok. 25-35 domów i przewozi je na dworzec. Drugi przenosi pojemniki do odpowiedniego pociągu. Trzeci nadzoruje przewóz tymże pociągiem na stację docelową, natomiast czwarty dostarcza obiady do miejsca przeznaczenia. Tym sposobem o 12.30 – 13.00 jedzenie jest na stole.

Codziennie po godzinie 11.00 tysiące porcji pożywienia sprawnie sortuje się na słynnej stacji Churchgate. Tutaj transportowana jest blisko połowa wszystkich “przesyłek”. Co ciekawe, puste menażki wracają dokładnie tą samą drogą do nadawcy. Klienci muszą być niezwykle zdyscyplinowani. Jeżeli trzy razy z rzędu nie zwrócą pojemnika, zostają skreśleni z listy obsługiwanych.

Współczesna spółdzielnia dabbawala funkcjonuje niczym rozbudowane przedsiębiorstwo rodzinne. Pracownicy pochodzą przeważnie z regionów rolniczych, z osad wiejskich rozsianych wokół Mumbaju, w jakimś stopniu niemal wszyscy spokrewnieni, rekrutowani z jednej kasty. Dojeżdżają więc do pracy z daleka. Są niezwykle zgrani i zorganizowani. Funkcjonują jak drużyna krykieta (najpopularniejsza dyscyplina sportu), w której w razie potrzeby (choroba, uroczystości rodzinne) jeden dabbawala zastępuje drugiego. Mają do siebie zaufanie, pracują zespołowo, z poczuciem obowiązku i zaangażowaniem. Hołdują etosowi pracy i dzięki swej skuteczności cieszą się poważaniem w całych Indiach. Zaczynają jako 13/14-letni chłopcy. Zarobek to 10.000 ? miesięcznie (nieco ponad 130,00 Euro). Dziewięć do dziesięciu godzin dziennie, sześć dni w tygodniu.

Zawód ten nadal w dużym stopniu wykonują osoby bez umiejętności pisania i czytania. Jak w takim razie menażka trafia pod właściwy adres? Na samym początku oznaczano je tylko kolorowymi wstążkami, ale to już przeszłość, a ponadto było o wiele mniej zleceń. Kolejne pokolenia stosowały krzyżyki, a obecnie funkcjonują numery i litery. Przykładowy kod oznakowań: adres nadawcy, punkt zborny na dworcu, dworzec docelowy oraz adres docelowy (np. H oznacza wieżę biurowca, a nr 904 – czwarty pokój na dziewiątym piętrze). Cały system działa w labiryncie miejskim z niezwykłą punktualnością, jak przysłowiowy szwajcarski zegarek, bez wszechobecnej w Europie nawigacji. Z przeprowadzonych badań wynika, że blisko 100% klientów jest zadowolonych z obsługi. Owszem, zdarza się pomyłka – podobno jedna na 6 milionów. Nieuchronnie zakradła się i nowoczesność, bowiem od 2003 roku zamówienia można składać SMS-em, e-mailem lub przez internet.

Ta widowiskowa forma logistyczna narodziła się pod koniec XIX wieku, za czasów brytyjskiego imperium kolonialnego, które jak wiadomo, wybitną sztuką kulinarną nijak nie może się poszczycić. Pomysłodawcą dostarczania domowych posiłków przez kuriera i pierwszym klientem był pewien bankier wywodzący się z ówczesnych Parsów, zamożnej i wielce wpływowej grupy etnicznej, który w żaden sposób nie mógł obejść się bez obiadów przyrządzanych przez żonę. I tak oto w 1850 roku działało w mieście już 35 dabbawala.

Niedawno (15 sierpnia 2015r.) Indie świętowały 69. rocznicę niepodległości, kiedy to obecny premier Narendra Modi zapowiedział, że wyniesie kraj na szczyty postępu i rozwoju. Pozostaje mieć nadzieję, że ten zanotowany w Księdze Rekordów Guinessa ewenement logistyczny, w mieście wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO, nie zostanie w imię nowoczesności i rozkwitu wyparty przez sieć McDonald’s i wszechobecne w Europie tego rodzaju przybytki z niezdrową żywnością.

Tekst: Barbara Czekaj
Zdjęcia: Sławomir Szkutnik

POWRÓT DO LISTY INSPIRACJI

POPULARNE PODRÓŻE