Andamany & Nikobary

Zobaczyć Jerozolimę i zachorować
Najbardziej Dobrane z Miejsc
marker
Indie
mix
Zwiedzanie
Tekst i zdjęcia:
Barbara Czekaj, Sławomir Szkutnik
Aby nacieszyć oko kilometrami szerokich i nietkniętych przez cywilizację plaż, nasycić się romantycznymi odcieniami błękitu, a także odpocząć w absolutnej ciszy, wybraliśmy tym razem przynależny do Republiki Indii niezbyt popularny Archipelag - Andamany.

Aby nacieszyć oko kilometrami szerokich i nietkniętych przez cywilizację plaż, nasycić się romantycznymi odcieniami błękitu, a także odpocząć w absolutnej ciszy, wybraliśmy tym razem przynależny do Republiki Indii niezbyt popularny Archipelag – Andamany oraz oddzielone od nich Kanałem Dziesiątego Stopnia, sąsiadujące Nikobary. Czuliśmy, że to właśnie tam musimy wyruszyć. Setki wysp i wysepek pokrytych tropikalnym lasem, rozciągających się jak sznur pereł na Oceanie Indyjskim pomiędzy Zatoką Bengalską a Morzem Andamańskim. Po dziś dzień zamieszkują je rdzenne koczownicze plemiona, które żyjąc jak ich praprzodkowie unikają kontaktu ze światem zewnętrznym, m. in. Onge, Dźarawa, Nikobarczycy, Sentinelczycy, Andamańczycy.

Codzienny odpływ odsłania bajeczne plaże (Vijaynagar, Radhanagar) z białym, miałkim piaskiem.

Niestety i te piękne wyspy wpadły w odmęt kolonialnej aneksji i mimo rozlicznych ognisk tubylczego oporu, na długie lata dostały się pod protektorat Wielkiej Brytanii. Na siedzibę władz ustanowiono niewielką wyspę Ross, usytuowaną z dala od wszędobylskich strzał autochtonów, gdzie konsekwentnie realizowano politykę brytyjskiej korony wobec archipelagu. Strategiczną kolonią angielską w regionie były niedalekie Indie. Indyjscy patrioci, którzy ośmielili się jawnie sprzeciwiać, narażeni byli na to samo co spotykało wcześniej brytyjskich skazańców oraz ludzi kłopotliwych dla imperium. Andamany, podobnie jak wiele innych odizolowanych posiadłości Wielkiej Brytanii, stały się miejscem zsyłki. Na przestrzeni lat, na wyspy u bram Zatoki Bengalskiej trafiło wielu nieszczęśników, którzy ośmielili się żądać niezależności. Przypuszcza się, że właśnie grupa osób zakuta w kajdany, wyrzucona wbrew woli na białe piaski archipelagu, stanowi pierwszą grupę kolonistów jaka osiadła na Andamanach.

Cellular Jail – niechlubne więzienie w Port Blair, stolicy Andamanów.

Ludzie są życzliwie usposobieni i serdeczni – Port Blair (Andaman Południowy) oraz Havelock (Archipelag Ritchie).

Dzisiaj ludzie żyją tu w skromnie. Architektów inspiruje natura. Upał ponad 40ºC i wilgotność 98% powodują, że najbardziej odpowiednim budulcem są bambus oraz liście palmowe, ponieważ zapewniają swobodny przepływ powietrza. Domownicy krzątają się po domostwach, zamiatają podwórza, karmią zwierzęta, dym snujący się z ogniska zwiastuje ciepły posiłek. Młodsze dzieci dokazują w obejściu, a starsze właśnie wracają ze szkoły. Ot, codzienność. W upale jaki tutaj panuje walczy się o każdy krok, jednak warto rozstać się z europejskim pośpiechem, zboczyć z drogi zaznaczonej na mapie, by nasycić się widokiem pracy w polu, wyprowadzania bawołów na pastwiska i mokradła, czy rozłupywania przeznaczonych na skup orzechów kokosowych.

Naturalna architektura Wyspy Havelock

Bawoły szukające ochłody w wodzie i błocie.

Codzienne prace przydomowe

Kobiety piorą w pobliskiej rzece. Pranie transportują na głowie.

Nieduże murowane domy wznoszone są raczej w centrach miasteczek. Nie brakuje też miniaturowych drewnianych kiosków, budek, sklepików. Można w nich kupić praktycznie wszystko, a przy okazji zatrzymać się na sąsiedzkie pogaduszki. My zaopatrzyliśmy się w mnóstwo pamiątkowych drobiazgów i przedmiotów codziennego użytku. Bangle, bindi, kamal, bidi, kadzidła, przyprawy, naturalne kosmetyki. Jeszcze długo po powrocie wszystko będzie przypominać Andamany. Z lubością serwowaliśmy sobie codziennie porcję świeżych owoców z targowisk warzywno-owocowych. Najbardziej smakowały nam banany mniejsze od kciuka, o cytrynowym lub pomarańczowym posmaku. Pragnienie – jak zawsze w Azji, gasiliśmy wodą z kokosa, która doskonale uzupełnia niezbędne minerały.

W natłoku obowiązków zawsze znajdzie się czas na pogaduszki, Wyspa Havelock

Woda z kokosa najlepiej gasi pragnienie i uzupełnia minerały. Nawet koza o tym wie.

Spacerując po obrzeżach miasteczka łatwo zauważyć chłopców bawiących się przed domem. Nie mają tabletów. Grają w carrom, taki “kieszonkowy” bilard, na siedząco i bez kijów. Pozornie prosta gra, ale nie jest łatwo trafić drewnianym krążkiem do łuzy. Wymaga to precyzji i sporej cierpliwości. To chyba najpopularniejsza po krykiecie gra w Indiach.

Partyjka carromu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Na ulicach grają zarówno dorośli jak i dzieci. Przed rozpoczęciem gry planszę posypuje się specjalnym proszkiem. Gracze ściśle przestrzegają etykiety gry. W sprzęt do krykieta też można zaopatrzyć się praktycznie wszędzie (Port Blair).

Na plaży Hathi Dera, do której wiedzie droga przez dżunglę, ogromne wrażenie wywiera na nas widok potężnych drzew powalonych przez złowrogie fale tsunami, które przelały się przez te rejony z końcem 2004 roku. Sześćdziesięciometrowe drzewa leżą niczym zapałki i uświadamiają grozę natury. Zanim z dżungli dotarliśmy na plażę oczom naszym ukazały się połamane, nieco złowróżbne i posępne drzewa mangrowe. Plątanina szczudlastych korzeni i pędów oraz piaszczysto-muliste podłoże jak z ponurej bajki to tereny będące domem i obszarem żerowania wielu gatunków ptaków, ssaków i gadów (krokodyli, węży i innych drapieżników, a także małp). Słonawe wody i lasy namorzynowe zamieszkują również pocieszne poskoczki mułowe. Na szczycie głowy mają wyłupiaste oczy, które potrafią wysuwać w górę i opuszczać, a także poruszać nimi niezależnie od siebie. Mogą zmieniać barwy ciała, a po lądzie poruszają się dzięki płatom piersiowym, skacząc na wysokość nawet pół metra. W locie łapią pożywienie. Potrafią wspinać się na drzewa. Kopią nory w mule, w których zatrzymuje się woda – tam mogą przetrwać czas odpływu, czy suszy. Bardzo ciężko uchwycić je w obiektywie, a jednak się udało. Pomiędzy korzeniami namorzynów można zauważyć nory krabów skrzypków. Małe szczypce przypominają smyczek, którym krab jakby gra na dużych szczypcach. Przesiewane przez kraby fragmenty osadów w formie małych kulek tworzą na podłożu efektowne “ornamenty”.

Niepokojące piękno plaży Hathi Dera, Archipelag Ritchie

Zwiedziliśmy wiele wysp odległego świata, ale ten Archipelag jest swoistym brylantem. Jawił się na mapie świata magicznie, a teraz wiemy, że na zawsze zapada w pamięć, czaruje, zdumiewa zjawiskowością krajobrazów. Zapewnił nam przestrzeń, swobodę, a przede wszystkim doświadczanie silnych emocji, był źródłem niezwykłych przeżyć, które pozostaną w nas niczym DNA. Razem z tamtejszym powietrzem wdychaliśmy spokój natury oraz szacunek i przychylność ludzi. Do domu powróciliśmy o wiele bogatsi, ale do odkrycia pozostało jeszcze wiele wymarzonych miejsc.

POWRÓT DO LISTY INSPIRACJI

POPULARNE PODRÓŻE